Jak się zdaje przechodzi mi pisanie czegokolwiek. Coraz dłuższe te moje okresy milczenia. Coraz więcej czasu zajmuje mi życie, a gdy rozglądam się po okolicach ciężko mi znaleźć temat o którym miałbym napisać. Siedzę nad swoimi sprawami. Kryminał się powoli tworzy.
Ale czasem zdarza się, że mnie trafi. Że się wścieknę, że przeleje się we mnie złość. I dziś rano, przed pracą mnie trafiło.
David Attenborough był dla mnie zawsze, w pewnych kategoriach, idolem. Znaczy, lubiłem jego filmy przyrodnicze i na etapie, gdy jeszcze miałem czas na telewizję, chętnie spędzałem go przy jego programach. Cholera, po części jego praca nauczyła mnie angielskiego. Dopracowane i przemyślane opowieści o życiu świata zwierzęcego i jego korzeniach. Oglądałem z pasją i radością. Na pewno można znaleźć sobie głupsze zajęcia.
A dziś, gdy ocknąłem się rano, nad kawą postanowiłem rzucić okiem na fragmenty choćby jego programów. Od czego jest w końcu serwis youtube.com? Otóz od tego, by ludzi emogli pokazywać innym ludziom rzeczy okropne. Na trzech kolejnych filmikach wklejonych poniżej znajdziecie dowody an to, że “Evangelische Omroep”, duńska telewizja ewangelizująca (ewangelistyczna) wykupiła prawa do wyemitowania serii “Życie Ssaków” Attenborough, a następnie powycinała fragmenty na których mówi on o wieku Ziemi i o ewolucji. Przy okazji Całkowicie “zniknęli” Duńczycy całkowicie odcinek dziesiąty, mówiący o ewolucji człowieka, a jedynie wykorzystali jego fragment wmontowując go w odcinek pierwszy, i podmieniając kawałek ścieżki dźwiękowej. Zresztą, zmiana ścieżki dźwiękowej tak by nie padł wyraz “ewolucja” czy “przodek” zdarza im się też parę razy wcześniej.
To co zrobili rozpędzeni duńscy kreacjoniści starej Ziemi przypomina przygarnięcie dziewczynki z zapałkami tylko po to, by zgwałcić ją w zaszczanej piwnicy. Nie potrafię tego inaczej opisać.
Nie potrafię sobie z tego zażartować. Niech się walą na ryj.
Komentarze:
Jako że
naiwny jestem, to uwierzyłem nawet w toksyczne drzewa z filmu “Zdarzenie” M. Night Shyamalana
najbardziej zdumiewająca jest formuła kontraktów licencyjnych BBC. Na miejscu lorda A. podniósłbym większy raban. Ale on łagodny, jak nie przymierzając, merlot;-)
Na pociechę, Mindzie, EO jest raczej niszową organizacją, sądząc po ich stronie WWW i programach TV.
merlot (2010-02-11 19:59:15)
Aha, zapomniałem!
Z tego co zauważyłem – Duńczycy niewinni!.
Ci ewangelizatorzy działają w Holandii.
merlot (2010-02-11 20:02:14)
Mind,
no cóż — telewizja to wbijanie miliona gwoździ jednocześnie.
To dość mroczna wizja świata, w którym nie ma już prawdy — są tylko prawdy w liczbie mnogiej, zależne od przekonań i wierzeń. Fakty się nie zgadzają — tym gorzej dla faktów.
Wkurza mnie, gdy dowiaduję się o manipulacji prawdziwymi wynikami badań naukowych w imię jakiejś ideologicznej szajby — czy to dotyczyć ma statystyk aborcyjnych, czy dowodów i prognoz w kwestii ocieplenia klimatu — czy w kwestii ewolucji.
Niedawno słyszałem opowieść znajomej, która wychowuje swojego wnuka. Wnuk jest, jak i babcia, bardzo religijnym katolikiem. Zna od babci i z kościoła opowieści biblijne. Ale nie miał mu dotąd kto powiedzieć, że pierwsze rozdziały księgi Rodzaju nie są podręcznikiem biologii, geologii czy jakie tam jeszcze nauki o tym traktują. Podobnie jak prawda przypowieści ewangelicznych nie tkwi w faktach. Nie ma wszak znaczenia, że marnotrawny syn, czy miłosierny samarytanin jest wymyślony.
Ale dziecko tego nie wie.
I oto dziecko trafia na lekcję biologii o ewolucji. I dziecko, odważnie, wstaje i protestuje, że on wie, że człowieka stworzył Bóg, a nie że pochodzi od małpy.
I zgadnij, co robi nauczycielka. W polskiej szkole. Warszawskiej szkole.
Ona na przerwie bierze chłopca na stronę i spokojnie mu tłumaczy, że… ona też w to nie wierzy. Ale mówi, bo jej każą. Taki ma program i musi go wykonać. I niech on też siedzi cicho i udaje, że kupuje to co mu się wkłada do głowy.
To się naprawdę dzieje! Tu i teraz. W roku pańskim 2010, w publicznej szkole podstawowej w stolicy kraju europejskiego.
Jestem przerażony.
Po pierwsze, nauczyciel sam podważa u dziecka zaufanie do nauki.
Po drugie, wpaja mu postawę tchórzowską i permisywną.
Po trzecie, utwierdza go w błędnym przekonaniu o sprzeczności najpopularniejszej w Polsce religii z nauką.
Tak oto ośmiolatek (jeśli nie mylę wieku) odebrał lekcję — że dorośli kłamią i do życia w zakłamaniu go namawiają.
A gdy w przyszłości doczyta i uwierzy w ewolucję — może przy okazji stracić wiarę w Boga.
Z drugiej strony — Twoje emocje jednak mi się nie udzielają.
Chyba przywykłem już nieco do masowej popularyzacji prawd równoległych w świecie, w którym północnokoreańskie dzieci uczą się w szkole liczyć na zadaniach o zabijaniu Amerykanów i księży.
Po prostu — gros ciężaru edukacyjnego spoczywa na rodzicach.
Trenuję to codziennie, choć ciężki to kawałek chleba.
I czasu brak.
PS. [edit 2010-02-12 22:59] Jednak pomyliłem wiek. To już dziesięciolatek.
Pomyliłem też ortografię, którą szczęśliwie poprawiłem dzięki pomocnej dłoni.
Czasem warto się wkurzyć.
Ale czy w tym przypadku akurat?
Na youtube można znaleźć wszystko.
Natomiast skoro jeżeli David Attenborough zdecydował się sprzedać swoje dzieło manipulantom, to… to jest jego sprawa.
Gdyby zależało mu bardziej na prawdzie niż na pieniądzach, to by sam opublikował swoje filmy na youtube, tak żeby każdy mógł je za darmo oglądać.
Widać inne priorytety ma.
Mam obawy, że David Attenborough nie miał wiele do gadania w kwestii sprzedaży swojego dzieła. Prawdobodonym jest, że w kontrakt z BBC ma wpisaną klauzulę o przekazaniu pełni praw na rzecz pracodawcy. Nie wiem, może pozycja gwiazdy daje szanse na inne rozwiązanie, ale takie rozwiązanie jest typowe dla wszystkich korporacji.
I, jak sądzę, z tego powodu nie może sam publikować swoich filmów. Nigdzie.
A gdyby wolał niezależność i wolność publikacji gdzie chce, nie zostałby nigdy telewizyjną sławą. I nigdy nie zrealizowałby profesjonalnej produkcji, z ujęciami z całego świata itd itp. Coś za coś.
A opowiedziana przeze mnie historyjka jest prawdziwa, powtórzona 1:1 za dumną z dzielnego wnuka babcią, bez moich ubarwień. Zdarzyła się teraz, w tym roku szkolnym.
Od dawna powtarzam, że złych nauczycieli powinno się sądzić za zbrodnie przeciw narodowi. Może nie wbijają miliona gwoździ, tylko setkę, ale za to bardzo głęboko.
widać niepoprawnie zasugerowałem się innymi źródłami. Możliwe, ze to Holendrzy.
Przepraszam, ze tyle czasu trwało nim pojawiły się Twoje wypowiedzi, ale kompletnie nie zaglądałem w sieć przez kawałek czasu. Gonitwa.
Kontrakt z BBC jest standardowy. Pozwala na edycję 5 minut na każdą godzinę materiału. Zdaje się, że w celach reklamowych, ale EO wykorzystało to inaczej. Attenborough powiedział tylko, że jest mu bardzo przykro z powodu tego co zrobiono. BBC w ogóle nie skomentowała całej akcji.
nie dziwię sie, że Ciebie to nie rusza tak jak mnie. Ja jestem tym wnerwiony, bo uwiebiałem filmy przyrodnicze jego autorstwa. A poza tym, uważam działanie EO za zwykłe oszustwo i odbieranie ludziom radości rozumienia i poznawania świata.
Opowieść o nauczycielce przerażająca. Lepiej dla niej, żeby mnie nie spotkała, bo usłyszy parę nieprzyjemnych rzeczy i potem będzie narzekać, ze jest prześladowana za poglądy. A nie będzie to prawda, bo byłaby prześladowana za głupotę.
Dziękuję za komentarz. Nie miałem pojęcia, że Otchłań sięga tak głęboko.
filmik na youtube tylko pokazuje różnice miedzy wersją BBC (oryginalną) a wersją EO (ewangelizacyjną). Attenborough musiał sprzedać filmy BBC, bo na zlecenie BBC je zrobił. I pewnie nie miał wpływu na to komu i na jakich zasadach BBC je odsprzeda.
Jak dla mnie warto się złościć w tym przypadku. Ale top może tylko dla mnie :)
(...)Attenborough musiał sprzedać filmy BBC, bo na zlecenie BBC je zrobił. I pewnie nie miał wpływu na to komu i na jakich zasadach BBC je odsprzeda.(...)
Czy naprawdę musiał?
Chyba jednak, jak to Odys określił, to było “Coś za coś”.
Świadomy wybór.
Zresztą, nie oszukujmy się.
Najprawdopodobniej Sir David A. coś takiego jak YouTube ma w… (tu takie niedomówienie).
EO tym bardziej.
Czy słusznie?
Nie mam pewności.
Ale niezależnie od odpowiedzi, choć nie do końca podzielam Twoje oburzenie, to je rozumiem.
Moja lepsza (nauczycielska) połowa, gdy przeczytałem jej historyjkę wyraziła się słowami, których nie zacytuję.
Ale jak już jej trochę przeszło, to powiedziała coś takiego: No tak. Inaczej być nie może. Przecież teraz w szkole rządzą rodzice, a nie nauczyciele.
I to jest prawda.
Jeśli rodzice, czy też inni opiekunowie, zażyczą sobie aby ich dziecko uczono np. kreacjonizmu nowej ziemi to mają środki prawne, aby to na szkole wymusić.
No chyba, że inni rodzice powiedzą VETO!
W takim kierunku to idzie.
Możliwe, że efekt będzie taki, że w tej samej szkole będą powstawać równoległe klasy, w których będzie uczyć się... różnie.
Może to tak powinno być?
W końcu szkoła podstawowa to tylko jedna z wielu instytucji świadczących usługi.
Kto płaci, ten wymaga.
A że to są usługi edukacyjne?
Jak różnica?
Sprawa jest złożona i chyba nie pociągnę wątku nauczycielskiego…
Widziałem, jak rynkowe oczekiwania rodziców wykończyły naprawdę dobrze zapowiadającą się szkołę społeczną.
Ale pamiętam też nauczycieli lekceważących rodzicielskie kompetencje wychowawcze, nie mówiąc już o lekceważeniu wrażliwości ucznia, z kpinami przy klasie włącznie.
Nie wierzę, by oportunizm nauczycieli był zawiniony przez rodziców.
Nauczyciel, który dziś okłamuje ucznia ze względu na rzekomą presję rodziców — 30 lat temu okłamywałby ze względu na bardzo realną presję władzy.
Rację, IMHO, ma Mindrunner. Ta pani jest po prostu głupia. I ma farta, że nie będzie mieć ze mną kontaktu.
Bo ja do tej szkoły dzieci nie poślę.
Właśnie zaczynamy starania o przyjęcie naszej najstarszej do dość wyjątkowej szkoły katolickiej. Paradoksalnie, mam podstawy ufać, że tam takie rzeczy się nie zdarzą. Oby.
Ale naprawdę drżę na myśl o chwili, gdy dzieci moje zmierzą się z machiną edukacyjną.
Jakaś marginalna grupka zmanipulowała materiał. Takie manipulacje to niemal codzienność. Dużym wyzwaniem jest nauczyć dostrzec manipulację. Żałuję, że w szkołach kwestie rzeczywistości medialnej to zupełny margines, który jak mniemam w dużej mierze nie jest nawet próbowany by przedstawić młodzieży. No cóż Słowacki wielkim był na razie wciąż dominuje.
znajomemu dzieciakowi współczuję nauczycielki. Niedouczonej.
Sposób wybrnięcia z kłopotliwej dla niej sytuacji żenujący.
Poza tym wzmocnienie siły wyrazu, ze pani nauczycielka w Warszawie to mnie wiejskiego belfra lekko ubodło, bo czyżbyś sugerował, że na prowincji taka wpadka byłaby bardziej dopuszczalna??
Radecki
ma rację, ze jak rodzice zechcą to wymuszą. Tylko, ze wymuszą w szkole prywatnej. W szkole państwowej to jeszcze tak dobrze nie ma.
No, masz mnie. Sam się zastanawiam.
Pisząc te słowa, miałem na myśli, że rzecz jest tu i teraz. Nie gdzieś daleko i dawno.
Ale może być, że przy tym drobnomieszczańska pyszałkowatość ze mnie wylazła. Może.
Weźmy taki przykład z zupełnie innej beczki: dworzec kolejowy.
Pewnie, że w małym miasteczku nie powinien być brudny i cuchnący (jak Kazik śpiewał).
Ale jak trafiam na Centralny to mnie trafia. Że w środku stolicy kraju naszego taki wstyd.
Wiem bardzo dobrze, że prowincjonalne szkoły bywają o wiele lepsze od warszawskich. Mam takie przykłady pod ręką, tezę tę potwierdzające.
Ale są jakieś-tam stereotypy i jakieś-tam społeczne uwarunkowania, na których one wyrosły. Warszawa nie jest najbardziej konserwatywną ani tradycyjnie religijną społecznością w kraju. Mamy tu może ciut większą łatwość komunikacji, trochę więcej kosmopolityzmu, jak na polską skalę.
Stąd pewnie jakieś wyobrażenie ujęte stereotypem “młodych, wykształconych, z większych ośrodków” — jak ładnie określają to dziennikarze komentujący zjawiska społeczne, czy opinię publiczną.
Pewnie i to spowodowało to moje podkreślenie. Raczej służyć ono miało wskazaniu, że takie stereotypy są mylne.
Tak to sobie kombinuję.
Mam nadzieję, że wyjaśnieniami nie pogrążyłem się bardziej.
Tłumaczenie przyjąłem i tak troszkę to cię podpuściłem.
Skojarzenia to droga na skróty. To trochę jak z tym, ze jak szkoła w Warszawie to musi byc wypasiona z tablicami multimedialnymi, z boiskiem ze sztuczna trawka i takie tam. Tymczasem mam świadomość, że takiej szkole w Warszawie może trudniej dostać dofinansowanie niż wiejskiemu poPGR. Z drugiej strony ja nie mam dilera pod płotem czy walki o klienta, bo wybór żaden. Choć zdarzają się wyjątki co dowożą do szkoły miejskiej kilkanaście km.
Niemniej zazdrościć mogę większym ośrodkom możliwości. Ja o lekcji muzealnej czy teatralnej to sobie mogę pomarzyć, a w mieście to raczej standard.
Z drugiej strony o takiej więzi lokalnej społeczności ze szkołą moga pomarzyć moi koledzy z miasta. coś za coś.
Centralny to juz legenda. Na szczęście z PKP nie korzystam.
Na pewno jest jakaś klauzula pozwalająca wycinać z kupionego od BBC, bo nasza publiczna telewizja też kiedyś wycięła dowcip z serialu – ggl: “mała brytania” cenzura telewizja.
Czy pan jest właścicielem organu który w sieci znalazłem?
Jeśli tak, to powiem, że wygooglałem, wlazłem, klinknąłem na moje ulubione w polskiej sieci słowo kluczowe: “antysemityzm” i…
... i Pan (jeśli to Pan) uratował mój wieczór, nadwyrężony stresami pracy zawodowej… pyszna historia o Staszicu i uderzającym w nerwy gorzałczanym alkoholu…
Nie wiem jak i po co dostałem się na lekcje religii, ale gdy ksiądz polecił dzieciom Bożym
narysować raj na mojej kartce pojawiły się dinozaury, po zmrożonym uśmiechu księdza wiedziałem ze mam przechlapane.
Co to za Bóg który tworzy wszystko za jednym razem, nie ciekawiej ( inteligentniej) wprawić w ruch maszynerie świata, obserwując jak się potoczy?