Wakacyjne wojaże. Wspomnienie wśród śniegu

2010-02-08 00:53:42 - Mida

Tagi: wakacje, wojaże, wycieczki, rower, samochód, wyobraźnia, baśnie, stworki

Sajonarze. Że wspominałeś...

Notka zewnętrzna dla grzesia, merlota i Klucznika. Co za naród, co za ludzie…

***

Zdarzyło się, że w trakcie wakacji przyjechał do nas starszy brat, który zaprzągł młodsze rodzeństwo do kieratu i razem zrobili rowery. A mnie napadło i stwierdziłam: jedziemy!
Wsiedliśmy, pojechaliśmy. Jachoo myślał, że to będzie taka mała przejażdżka wokół wsi i nawet bluzki nie chciało mu się wkładać. Jedziemy drogą przez wieś, trzeba zawracać, a ja mówię:
– Jedziemy dalej, ludzie!
Jachoo stwierdził, że bez koszulki dalej się nie zapuszcza, a my, same baby, ruszyłyśmy na podbój świata. Wyjechałyśmy na główną drogę, która nazywam przelotówką – wiedzie wprost do przejścia granicznego w Sławatyczach i jest gładka jak stół. 4 kilometry przez naszą wieś, 5 kilometrów do dalszej wsi, to było dla nas mało. Zrobiłyśmy postój w jeżynach, gdzie zdobyłam szramę w poprzek ramienia – przedzierając się przez rów nadziałam się na… śliwkę...
Bez dłuższego zastanawiania się postanowiłyśmy wracać dookoła. Co za problem? Pierwszy raz na rowerze w tym miejscu, ale przecież wszystkie drogi prowadzą do Rzymu…

Na tym odcinku droga wiodła przez las. Na ulicy kładły się cienie dające wytchnienie zgrzanej głowie, a po obu stronach między zielonymi drzewami błyskało wesołe słońce. Okolica bajkowa wprost. Miałam wrażenie, że zaraz z którejś strony zobaczę jakieś stworki – elfy, czy krasnoludki?

Gdy zza lasu ukazały się najzwyczajniejsze domy ludzkie, a zaraz potem szkoła naszej znajomej poczułam trochę żalu. Ale w końcu życie to nie bajka.

To była zwykła wycieczka, rower, trasa, postoje w rowach i nowe okolice. Ja chciałam jeszcze bardziej kręcić, ale damy jadące ze mną nie zgodziły się na eksperymentalną jazdę polną drogą, która nawet na mapie ginęła w lesie.

Zrobiłyśmy porządne koło, ponad 30 km., jeśli dobrze pamiętam. Wyjechałyśmy przed wieś, a wróciłyśmy od tyłu, zahaczając o miasteczko leżące nieopodal i wracając drogą tzw. “przez pola”. W miasteczku zeżarłyśmy lody, słuchając, jak na szóstą biją dzwony w kościele.

***

Powtórzyłyśmy później fragment tej trasy, jadąc do Romanowa.

To już była zaplanowana podróż, z zapasem wody na bagażniku i pieniędzmi w portfelu.
W Romanowie jest pięknie. Do muzeum weszłyśmy spytać o ulotki – żadnych nie było, bo to nie sezon na wycieczki. Ale wokół muzeum jest park, a w parku siedzi na ławeczce Kraszewski i patrzy na taki wielki, rozłożysty świerk.
Mogę się założyć, że pod tym świerkiem mieszkają elfy.
Nieco dalej, gdy pójdzie się prosto aleją, kończą się pięknie utrzymane trawniki i żwirowane alejki. Tam jest uroczysko i taneczny krąg… Stałam, patrząc na wydeptany w ziemi ślad i wyobrażałam sobie, jak w księżycowe noce zapełnia się on tłumami faunów i nimf. Czy w ziemi nie było przypadkiem odciśniętego kopytka?...

Gdy parę miesięcy wcześniej byłam tam z przyjaciółką K., siostrą cioteczną i jej chłopakiem (w czerwcu w ramach oblewania) wypowiedziałam na głos niektóre z tych wyobrażeń. Zamilkłam, gdy zobaczyłam, że dziwnie na mnie patrzą.

Za uroczyskiem nie da się dalej iść, bo tam są chaszcze i pokrzywy. Trzeba wycofać się z tego zakątka i skręcić w alejkę. A ona też nie jest taka zwyczajna.
Po obu jej stronach rosną drzewa, wygięte w najrozmaitsze pozy i obrośnięte mchem. Na takich drzewach mogą mieszkać licha. Drzewa rosną na tyle gęsto, że alejka w najsłoneczniejszy dzień jest zacieniona. W takim miejscu nie można być obojętnym. Każdego opadają tam marzenia, spełnione lub te wciąż czekające na swoją kolej…

Żeby otrząsnąć się z melancholii spójrzmy na to, co jest obok alejki – miejsce z zupełnie innej bajki. Ot, kawałek ogrodu porośnięty po prostu trawą, miejsce gotowe na rozpalenie ogniska, wokół nawet stoją ławki i pieńki, niedaleko stół. Kiedyśmy tam przyjechali, koszmarnie gryzły komary, więc nasz postój z konieczności był krótki.

A nieco do przodu jest mała, okrągła kapliczka, a obok niej niewielki ołtarz polowy. Nasza znajoma powiedziała, że brała udział w Mszy Św. tam odprawianej. Myśmy obejrzeli puste ławki, stanęliśmy przed zamkniętymi drzwiami, po czym zawróciliśmy.

Taki był nasz pobyt w Romanowie.

***

W te wakacje zrobiliśmy, w większym gronie, jeszcze jedną wycieczką. Załadowaliśmy się w samochody (dwa) i pojechaliśmy oglądać to, co zostało z twierdzy Brześć.

W pierwszym miejscu (odwiedzaliśmy kolejno punkty wyznaczone przez mapę) było pole. Strawersowaliśmy przeszkody terenowe w postaci kanionu zarośniętego zielskiem i stromych pagórków. Okazało się to niepotrzebne, gdyż brat z małą córeczką po prostu owe przeszkody obszedł dookoła…
Dalej były tylko porozrzucane kamienie, Śmialiśmy się że jakiś nadgorliwy rolnik twierdzę zaorał. Cytat numer jeden z tamtej chwili: bunkrów nie ma, ale i tak jest za…ście!
Pojechaliśmy do kolejnego punktu.


Tata: tu nie ma pola!

Tam bunkry wszem były, ale jedna część – niedostępna, a druga część – własność prywatna. W obliczu groźnego psa wycofaliśmy się na nasze z góry upatrzone pozycje… Pojechaliśmy dalej.

W trzecim miejscu nareszcie była twierdza, jak się patrzy, ale o niej moja rodzina wiedziała wcześniej.
Wielka przestrzeń obsadzona bunkrami. Do środka wejść się raczej nie dało, z resztą to nieciekawe (bunkry otwarte dla zwiedzających przypominały wychodek; nawet ktoś dowcipny napisał z jednej strony: dla panów, a z drugiej: dla pań).
Największy bajer to było chodzenie po bunkrach. Wspinanie się po zgromadzonych kamieniach, przeskakiwanie rozpadlin i patrzenie na świat z góry.
Jeden koniec bunkra opływała woda, a w wodzie leżała lodówka. Nieźle nas to rozbawiło.


Lodówka. Pomysłowość ludzka nie zna granic

Nieco dalej pływały łabędzie, które moje rodzeństwo z zapałem fotografowało.


Łabędzie. Od razu milej, gdy rodzina w komplecie

Bunkry wrastały we wzgórza, a wzgórza porastały trawy. Wokół było dużo wody, bo w końcu cały lipiec lało – dobrze pamiętam?...
Po wzgórzach biegała moja siostra (młodsza), a ja się z niej śmiałam, że robi za Świteziankę. Ale ona była tam wcześniej i znała to miejsce. Ja odkrywałam.


Świtezianki hasające po bunkrach

W takich miejscach… zawsze brakuje mi kogoś, kto by chciał posłuchać tego, co… co one we mnie budzą, jakie uczucia wywołują. Uczucia może nie są ważne, ale w takich miejscach… są potężne.
Z braku ktosia milczę lub gadam do siebie, ale każdego, kto wtrąca się ze swoim ja w tę moją samotność traktuję jak intruza. A obcy przeszkadzają najbardziej.

Ale nie można przecież znienacka oświadczyć, że teraz bunkry są moje, nawet na 10 minut… A są one, jak się okazuje, często przez miejscowych odwiedzane.
Więc swoje pragnienie odosobnienia mogłam sobie wsadzić w nos.


Bunkier, jaki jest, każdy widzi


Ja wśród głazów


Tata znalazł pole :)

Słońce zaszło, moja mała bratanica zmęczyła się i wróciliśmy do domu.

***

Tak na szybko nie przypominam sobie więcej podróży. Spacerów było wiele, przejażdżek rowerowych też troszkę. Do tego coroczna wyprawa do Kodnia. A oprócz tego szalone zabawy, które organizowaliśmy sobie na miejscu, bez wyruszania w drogę.
Cóż, jesteśmy ludźmi, którzy w swoim towarzystwie potrafią się ze sobą bawić :)



Komentarze:

Ooooo,

cze, dzięki za dedykację, jako że juz padam&zasypiam, to przeczytam i skomentuje jutro.

Jak tam sesja?
Wszystko zaliczone?

P.S. Jak dostanę zdjęcia z Wiesbaden do ja wyrychtuje notkę o Dojczlandzie, znaczy trzecią część przewodnika, specjalnie dla ciebie, no:)

pzdr

grześ
(2010-02-08 01:50:12)

Nie za ma co, grzesiu.

Sesja zaliczona, czwórki, piątki & zalki gdzie trzeba.
Czuję się, jakby ten czas nie istniał, normalnie nie pamiętam nic, przerwa w życiorysie. teraz się za to wyluzowałam…

Za przewodnik dziękuję z góry :)
Na realioznawstwie będę teraz miała ponoć Austrię, masz może coś z Austrii? :)

Pozdrówka!

Mida
(2010-02-08 01:53:53)

Mido

znalazł pole powiadasz?

Widać, że od razu motylki znad kapelusza wyfrunęły

max
(2010-02-08 10:15:26)

Hm,

w Austrii nie byłem i nie znam, tylko przejazdem kilka chwil jadąc do Włoch.
Ale Lorenzo ekspertem od Austrii jest.

pzdr

grześ
(2010-02-08 10:46:02)

Maxie,

żebyś wiedział. Nie uwierzysz, jak trudno było go przywołać, gdy chcieliśmy już wracać... A nawet nie wiem, jaki to problem tak uparcie przez telefon roztrząsał :)

A w tle taty bunkry z podpisami miejscowych :)

Mida
(2010-02-08 13:08:22)

Grzesiu,

dzięki, będę wiedziała, komu głowę zawracać :)

Mida
(2010-02-08 13:08:53)

Bunkry ekstra

ale Tata jeszcze bardziej;-)

Przekaż mu serdeczne pozdrowienia od dysydenta merlota!

Dedykacja zewnętrzna mnie wzruszyła, z tym, że fragmentu z Klucznikiem to się muszę domyślać...

W rewanżu zadedykuję Ci rozrywkową notkę o tym, jak ujarzmiałem dzikie źwierzę.

Pozdrowienia serdeczne dla Ciebie, dla Klanu i dla Załogi

merlot
(2010-02-08 19:08:13)

Merlocie,

fragment z Klucznikiem jest ogólną tajemnicą i moim prywatnym prztyczkiem w nos.

Pozdrowienia pierwsze przekażę, za drugie dziękuję :)

Mida
(2010-02-08 19:22:46)

Mido

Dziękuję za wyróżnienie choć nie wiem za co, a właściwie nie wiem, że co?

Twoje zdjęcie pierwszej urody :))

sajonara
(2010-02-08 21:09:48)

Sajonaro,

kiedyś, dawno temu tuż po wakacjach wspomniałeś, że jak napiszę o wakacjach i wycieczkach, to przeczytasz. Zapamiętałam :)

Zdjęcia nie dokładnie moje, głównie taty i Jacha. Ja tylko pokazywałam palcem, co sfotografować :)

Pozdrawiam!

Mida
(2010-02-09 03:37:15)

Bardzo mi przykro...

ale taty zdjęć niet. Ino moje.
Co ciekawe, powiem wam, że te łabędzie (te białe, bo szarych chyba 6 albo 8 było i jeszcze widać — żółtodzioby ); w każdym razie te łabędzie, to małżeństwo… w każdym razie i jedno i drugie miało obrączkę... Fajnie to było widać jak pływały :-)

Bunkry były całkiem wporzo… tylko z zasięgiem krucho :p
Pozdrawiam serdecznie…

JMO
(2010-02-09 08:19:56)

O, to oryginalnie,

zwykle tata robi zdjęcia.
Wtedy nie robił wcale, czy tylko takie przypadkiem wybrałam?
Pozdro

Mida
(2010-02-09 14:51:08)

Mido

Wiesz, ze i tak przeczytam.

Zdjęcia jak zdjęcia widać kto robił.

Mnie szczególnie przypadło to jedno z Tobą w roli głównej. Lubie takie wyraziste portrety :))

sajonara
(2010-02-09 17:41:34)

Sajonaro,

też mi się tak wydawało, że nieźle na nim wyszłam :)))

Ale gdybym nie zapamietała tego komentarza, to chyba w końcu bym tego nie opisała. Więc masz zasługę.

Mida
(2010-02-09 18:31:46)

Wtedy ja aparat wziąłem

więc wszystkie z tamtej przejażdżki są moje…

Sajo: Tu chodzi o ogrom bunkrów. Żeby nie było, że bunkrów nie ma…
No i oczywiście o piękno przyrody chodzi… A ludziów musiałem wkomponować, bo mi się pod obiektyw pchali :-)
Z serdecznymi pozdrowieniami

JMO
(2010-02-09 18:57:22)

Wy tu o tych zdjęciach,

a jak zaczynałam pisać notkę, to najważniejsze dla mnie były te wycieczki rowerowe.
Te zdjęcia są tylko mimochodem.
O, a teraz dodam z to, co mam (dużo gorszej jakości, bo komórkowe) z odwiedzin u Kraszewskiego.

Kraszewski na ławeczce w spokoju ducha patrzy na świerk

[Aaa, nie umiem obrócić tego zdjęcia!]

Spokój Kraszewskiego zakłócamy: jako pierwsza na kolana wskoczyła mu tak zwana Maget


Ja przysiadłam obok kulturalnie


Kraszewski w kapeluszu, obok moja siostra cioteczna
(obstawiajcie: jest ode mnie starsza, czy młodsza? i ile?)


Moje ulubione zdjęcie: Kraszewski na luzie


:)

Mida
(2010-02-09 19:53:38)

Biedny... pomnik...

i tak mu na książce siadać... eh…
Z serdecznymi

JMO
(2010-02-10 00:14:35)

Biedny?

“Śmiem twierdzić, że było to dla niego miłym urozmaiceniem!”

Mida
(2010-02-10 00:24:50)

Fajne zdjęcia


pozdrawiam, próbując spojrzeć potępiająco spod grzywki :)

Pino
(2010-02-10 06:51:22)

JMO

A Tobie co?
Zazdrość?

Radecki
(2010-02-10 08:47:21)

Pino,

masz grzywkę? Ja też :)

Zdjęcia fajne, miejsce fajne, klimat fajny.

Najzabawniej było, gdy my, chodząc w tę w wewtę po tych bunkrach, właziliśmy na głowę tambylcom, którzy w spokoju ducha siedzieli na środku i robili pogaduchy. Niewiet nawet, czy nie szedł tam jakiś półlitr.
Byli też tacy, co siedzieli na uboczu.
Tylko my ni w pięć ni w dziewięć zajęliśmy znienacka cały teren naraz :)

Mida
(2010-02-10 11:18:43)

Radek,

ale odnośnie czego? Zdjęć, czy JMO?
Z serdecznymi

JMO
(2010-02-10 11:57:04)

Nie zgadzam się na bycie przytyczkiem!

<quote> fragment z Klucznikiem jest ogólną tajemnicą i moim prywatnym prztyczkiem w nos. </quote>
Stanowczo protestuję przeciw byciu prztyczkiem w nos ;-)

Klucznik
(2010-02-13 10:32:30)

No dobra,

pierwszy i ostatni raz.
Następnym razem wymyślę coś innego :P

Pozdrawiam!

Mida
(2010-02-13 13:29:10)




Mida


notki:

Fantazja numer jeden, próba
(2010-07-01 02:34:29)
komentarze: 2

Odganiając deszcz
(2010-05-19 14:44:04)
komentarze: 17

Bajka zimową porą
(2010-03-03 01:56:15)
komentarze: 8

Piosenki, które ratują życie
(2010-02-26 01:57:37)
komentarze: 28

Wakacyjne wojaże. Wspomnienie wśród śniegu
(2010-02-08 00:53:42)
komentarze: 24

Ruszyło głosowanie
(2010-01-12 15:14:07)

Świat w bieli
(2010-01-06 22:35:19)
komentarze: 31

Chciałabym i ja życzyć...
(2009-12-24 13:32:49)
komentarze: 17

Bajka. Co się wydarzyło pod sklepem z lampami...
(2009-11-23 00:55:31)

Coś głupiego (o studiach)
(2009-10-30 23:04:46)

Sierotka Mida na wakacjach
(2009-09-25 23:13:36)

 » więcej