Karlusy
2010-01-29 16:31:51 - Stary
Tagi: praktyka
Festyn w osiedlu kopalnianym miał być już jutro. I trzeba się było zdecydować czy iść. Bo to i po szychcie jeszcze kilka godzin do zabicia i – najważniejsze – na pewno deficyt dziewczyn. Tak jak w katowickim akademiku, w którym mieszkali podczas praktyki. Były jakieś socjolożki z Wrocławia ale jak się którąkolwiek zagadnęło, to natychmiast obok wyrastał zaniepokojony socjolog in spe. Swoją drogą, to uderzało zarówno niskie zaufanie jakim bywalcy, bądź co bądź, darzyli swoje wybranki jak i fakt, że wbrew prasowym utyskiwaniom dziewczyny chyba wcale nie dominowały w studenckiej populacji uczelni humanistycznych.
Wyrwanie dwóch na ćwiczenia terenowe, które by niosły bogactwo festynowych obserwacji nie było niemożliwe ale pociągałoby za sobą zupełnie idiotyczne dramaty. Odpadło. Podobnie lampiary obsługujące kopalnianą markownię. Ładne i pięknie świeciły oczami ale wyróżniając dwie całe to bogactwo blasku można było zaprzepaścić. I potem się do końca praktyki codziennie nudzić w dziurze z jednym kinem? I narażać na ostentacyjnie demonstrowaną obojętność pozostałych? Odpada.
Zdanie się na przypadek było bardziej ekscytujące. Jeżeli się bowiem natura podobnie jak kryształ składa z niezliczonych, identycznie skonstruowanych cegiełek, to najlepiej poszczególne ich elementy tak orientować aby składnik niepewności miał najlepsze warunki kształtowania całości. Wtedy jest najweselej. A spełnienie określonych dość jasno oczekiwań i tak jest w tle wyraźne.
Po sobotniej więc szychcie najpierw zjedli obiad w miejscowej restauracji, potem poszli do cechowni dla wypełnienia dzienniczka praktyk i potem nadszedł już czas działania. Skierowali się więc w stronę parku i, ponad najśmielsze oczekiwania, zaraz na najbliższej niego uliczce dostrzegli dwie samotne babki. Tak się wtedy określało laski. Zagadnięte, bez specjalnych ceregieli przyjęły zaproszenie na przedfestynową kawę – na polowanie przeznaczyli sobie niepotrzebnie godzinę – i wszyscy poszli do kawiarni w drewnianym baraku pośrodku parku, opatrzonym z daleka widocznym, zawile wystylizowanym szyldem z nieortograficznym napisem “Wżos”.
Niestety, dotarli tam tylko we trójkę. Bo bardziej wyfiokowana z dam, po kilku daremnych próbach skierowania rozmowy w obszary modnego wtedy w niektórych kręgach flirtu towarzyskiego, pożegnała się i pobiegła ku jakiemuś żołnierzowi, zdradzającemu znacznie większe w tym względzie obycie. Ich natomiast towarzyszka w kawiarni odnalazła jeszcze dwie koleżanki i na festyn poszli już w piątkę.
Dziewczyny były nie tylko wesołe ale i zdumiewające. Okazały się nauczycielkami dzieci leczonych z gruźlicy w miejscowym prewentorium. Prawdziwe kobiety! To dopiero było odkrycie. Nie pouczały, nie wiedziały niczego lepiej, śmiały się tam gdzie było śmiesznie, dawały się prowokować do ryzykownych stwierdzeń. Zupełnie jak studentki!
A gorliwie pomagający w ich obtańcowywaniu koledzy z przodka byli zachwyceni. Nigdy by sami do nauczycielek nie startowali. Kto by śmiał.
– Fajneście karlusy – skwitował w poniedziałek z uznaniem przodowy, kiedy fachowo wsparci na gitarach czekali na kolejny wóz po urobek.
Komentarze:
|
Nie no, klasa
dobrze idzie. Przykład z kryształem cenny, popracują nad zapamiętaniem tej kwestii
p.s
Wżos rządzi
pozdrawiam
max
(2010-01-29 16:50:42)
|
|
Maxie!
Dziękuję.
Stary
(2010-01-29 17:37:06)
|
|
:)
Ta “restauracja” to taka figura stylistyczna, prawda?
Apropos karlusów. Artur Andrus cytował ostatnio komplement, jaki jedna słuchaczka usłyszała na śląskiej dyskotece : “Fajno żeś jest z ryja”
Pani Łyżeczka
(2010-01-29 22:15:51)
|
|
Stary...
Czytam zachłannie dwa razy, a potem zaczynam czekać na następną opowieść...
Pozdrawiam w uśmiechach cała
Xiężna
(2010-01-29 23:09:11)
|
|
Stary
Ach jest i więcej. Dzieciarnię przegnałem, żeby jeszcze się pogrzać w fotelu i posmakować tego co dobre.
Jak komuś ksywo tom przyłapany na gorącym, że ideał ze mnie nie jest :))
sajonara
(2010-01-30 09:55:28)
|
|
Stary,
ten składnik niepewności, kształtujacy... – fascynujace!
Poznawać męski punkt widzenia – bezcenne:))
zdrowia, szczęścia i pieniędzy życzę
Anna Mieszczanek
(2010-01-30 12:42:22)
|
|
Pani Łyżeczko!
Śląska kuchnia jest bardzo atrakcyjna. A tamtejsze knajpy nie odbiegały standardem od przeciętnego banału. Tak, że suma wypada jednak na korzyść “hanysowskich” “zakładów żywienia zbiorowego”, które zresztą w szyldzie zawsze miały pod nazwą, “Wyrzanka” na przykład, objaśnienie: restauracja.
A śląska gwara rzeczywiście potrafi powalić. Już zestawienie niemieckiej gramatyki z polskim słownictwem daje w uchu kogoś nieprzywykłego zupełnie niezamierzone efekty komiczne. A szczególnie zawsze rzadko przyjeżdżających szokowały katowickie kelnerki, które odebrawszy w nienagannej polszczyźnie zamówienie powtarzały je potem po śląsku barmance. Obie w nieskazitelnym środowisku jednego z pryncypialnych w Polsce miast.
Ale to wina stereotypu. Gwara się kojarzy ze strzechą, gruszą, ucinającymi skrzypkami i niewybrednymi komplementami ludzi z obcowania z przyrodą wynoszącymi nadmierną bezpretensjonalność.
Ale, jako niegdysiejsza mieszkanka Giszowca sama masz pewnie mnóstwo takich obserwacji.
Stary
(2010-01-30 12:48:18)
|
|
Xiężno!
Zepsujesz mnie pochwałami i wtedy dopiero zrobię niebotyczną klapę. Bo łasy jestem na nie równie silnie jak pewnie jestem próżny. “Pewnie” dodałem z nadzieją na zaprzeczenie. Że to próżny niby nie jestem.
Ale kłaniam się pięknie w podzięce.
Stary
(2010-01-30 12:52:55)
|
|
Sajonaro!
Dziękuję!
Ale dzieci mnie zaczną nielubić i paskudne na mój temat wierszyki układać. I dopiero będzie.
Stary
(2010-01-30 12:55:00)
|
|
Aniu!
Bo kamienie, to też przyroda i też żyją. A ponieważ to robią bez pośpiechu to i obserwację bardzo ułatwiają.
Jakoś tak damski punkt widzenia bardziej jest dla mnie interesujący. I dlatego pewnie kobiety uchodzą pośród mężczyzn za nieodgadnione, że chętnie analizują coś tak oczywistego jak męski ogląd świata.
Dziękuję pięknie.
Stary
(2010-01-30 12:59:40)
|
|
chętnie
przystalabym na konstatację, że oczywisty jest zarówno męski jak i kobiecy oglad świata (w tej kolejności lub odwrotnej) :))
zdrowia, szczęścia i pieniędzy życzę
Anna Mieszczanek
(2010-01-30 14:03:03)
|
|
Aniu!
Przystaję. Też chętnie.
Kobiecy jednak przodem. Wypada.
Stary
(2010-01-30 14:05:29)
|
|
niech Ci bedzie,
choć nie musi:))
zdrowia, szczęścia i pieniędzy życzę
Anna Mieszczanek
(2010-01-30 14:10:30)
|
|
Zgadzam sie, Stary...
... w całej rozciągłości – kamienie żyją. Tyle że powoli.
Pozdrowienia niespieszne
Xiężna
(2010-01-30 14:39:27)
|
|
Xiężno!
Cieszę się ogromnie.
Również pozdrawiam.
Stary
(2010-01-30 15:39:50)
|
|
Stary
Prawda, niemiecka gramatyka jest źródłem nieporozumień małżeńskich, a czasem nawet konfliktów (czemu oni uparcie mówią “widzę go” patrząc na słońce? nikt ich nie nauczył słowa “je”?). Dla mnie jednak pierwszym wyznacznikiem gwary, czy nawet czystej polszczyzny mówinej “po śląsku” jest ta charakterystyczna modulacja głosu, która sprawia, że oni nie mówią, lecz dudnią. Bardzo mnie ostatnio rozbawiło, gdy usłyszałam w Polskim Radiu jakąś reklamówkę zaczynającą się od słów: “Hej, jadyma na Ślunsk”. Powiedziane to było głosem zwykłym, jak się w Polsce mówi. Nikt, kto zna sposób mówienia Ślązaków nie dałby się nabrać na taką śpiewkę. Brzmiała ona po prostu śmiesznie.
A mój mąż miał w pracy kolegę, który z nimi normalnie rozmawiał, natomiast dzwoniąc do domu zaczynał “godać”. Był zdziwiony, gdy koledzy się śmiali, bo sam nawet nie zauważał, że mówi inaczej.
Pani Łyżeczka
(2010-01-31 21:08:26)
|
|
|
|
Stary
notki:
Fatum
(2010-02-03 14:09:30)
komentarze: 6
Omnipotencja
(2010-02-02 17:24:00)
komentarze: 9
Ulung
(2010-02-01 21:57:06)
komentarze: 9
Monidło
(2010-01-31 13:33:42)
komentarze: 8
Karlusy
(2010-01-29 16:31:51)
komentarze: 16
Cug
(2010-01-28 09:09:18)
komentarze: 34
Międzymorze
(2010-01-27 09:16:01)
komentarze: 9
Zamiennik
(2010-01-24 10:12:15)
komentarze: 12
Przykład
(2010-01-21 10:00:22)
komentarze: 28
Los
(2010-01-18 12:07:34)
komentarze: 7
Noworoczność
(2010-01-16 13:52:27)
komentarze: 7
|
|