Zamiennik

2010-01-24 10:12:15 - Stary

Tagi: polityka, energetyka, URE

URE zatwierdził już wszystkie taryfy na sprzedaż energii elektrycznej. I triumfalnie obwieścił, że czterokrotnie zmniejszył oczekiwania przedsiębiorstw energetycznych w stosunku do pierwszych wniosków taryfowych. Ceny prądu wzrosną zatem tylko o pięć do sześciu procent. A linie przesyłowe żołnierze za darmo obijają tyczkami z lodu i mimo to dziesiątki tysięcy ludzi pozostaje bez prądu. Albo gminy wykupują agregaty prądotwórcze i spalając benzynę dają elektryczność, której koszta wytwarzania przekraczają kilkakrotnie jej urealne ceny. Kto zapłaci różnicę? My wszyscy, przecież nie URE.

A wszystko dlatego, że jakiś bałwan, w “najlepszym polskim rządzie Olszewskiego”, wymyślił koncesje i taryfy na energię oraz URE oczywista oczywistość. I zamiast rynku i konkurencji urzędas decyduje o tym ile wytwórca pieniędzy za sprzedany prąd otrzyma. I zamiast poganiany przez konkurencję modernizować swe urządzenia aby były automatyczne i “paliwooszczędne”, klei śliną przedwojenne jeszcze słupy i druty i dostarcza energii gdzie w ten sposób może. W Małopolsce, gdzie mniej było przedwojennych jeszcze sieci, socjalistyczne wytwory radosnej budowy komunizmu (komunizm to elektryfikacja) nie wytrzymują zimy pomimo zauralskiej proweniencji. Albo ślina tam też zamarza to i ludziska bez prądu siedzą.

Mamy w Polsce urządzenia wytwórcze energii elektrycznej o łącznej mocy 34,5 gigawata. W tym te 0,5 GW to farmy wiatrowe, które muszą mieć zabezpieczenie w postaci osiemdziesięcioprocentowej rezerwy mocy. Czyli na 1 kW z wiatraka trzeba mieć w rezerwie kocioł o mocy 0,8 kW aby mieć prąd kiedy przestanie duć. A nie duje należycie poprzez 80% roku. Czyli praktycznie mamy 30 GW zainstalowanej mocy. A potrzebujemy od 10,5 do 25 GW. Czyli więcej jak 25% a prawdopodobnie ponad 200% pracujących urządzeń stoi i czeka. Aż duć zacznie? A za to płacimy wszyscy. Bo nam URE zafundowano. Bo konserwacja istniejących urządzeń to przecież koszt uzasadniony.

Palimy węgiel płacąc krocie palaczom, mimo że mamy dostatecznie dużo gazu a i węgiel by można było zgazowywać. Ale na inwestycje potrzebne by były pieniądze. Ale nikt rozsądny nie zainwestuje w gazyfikację bo kiedy zmodernizuje swoje urządzenia i uzyska niższe koszta wytwarzania URE mu obniży taryfę. I pójdzie z torbami bo włożonych środków nie odzyska.

Mamy socjalizm zagnieżdżony nie tylko w posocjalistycznych molochach ale w całej energetyce. W każdym domu! I spalamy dzięki temu swoje pieniądze w przedpotopowych a bardzo licznych kotłach. Według Eurostatu 32% Polaków jest dotkniętych materialnym niedostatkiem. Przy średniej unijnej na poziomie 17% a najbogatszych -Luksemburczycy, Holendrzy i Szwedzi – na poziomie nawet 4%. Poza nami są jeszcze Bułgarzy, Rumuni, Węgrzy i Łotysze.

No ale nas przecież stać na to aby pieniędzmi opalać kotły energetyczne. Na URE nas stać. To skąd mamy mieć dostatek. Coś za coś.



Komentarze:

Stary

w tym przypadku, statystyki szybko ulegają dewaluacji, kryzys u Tygrysów bałtyckich mocno im w kość przyłożył

max
(2010-01-25 10:34:26)

Maxie!

Ale to są dane z 2008 roku. Za ubiegły będzie dopiero po jakimś czasie. Jestem bardzo ciekaw jak się uplasujemy.

Stary
(2010-01-25 11:01:03)

Bo to problem polityczny jest

Uwolnienie (czytaj urealnienie) cen energii elektrycznej spowodowałoby natychmiastowy wzrost dla odbiorców indywidualnych (prawdopodobnie ok. dwukrotny).
Oszczędności pojawiłyby się dopiero po kilku latach.
Taki manewr może wykonać tylko rząd kamikadze.

Radecki
(2010-01-25 11:07:53)

Radku!

Tu działa normalny syndrom “ukąszenia heglowskiego”. Ręcznie sterowana dziedzina życia, gospodarki czy przemysłu psieje z czasem tak dalece, że jej naprawa wymaga ogromnych nakładów. I aby tego dokonać, trzeba albo podlegające jej przedsiębiorstwa sprzedać za bezcen albo pozwolić aby splajtowała. Jedno i drugie jest politycznie zabójcze ale drugie uwalnia od większej liczby podejrzeń, niż pierwsze.

Natomiast niskie koszta zakupu takiego chłamu pozwalają nabywcy korzystnie inwestować w modernizację. Ta się zawsze wiąże z redukcją zatrudnienia – komu i do czego bowiem będą na przykład potrzebni palacze? I mamy już mamy krzyki o trwonieniu majątku narodowego gotowiuteńkie.

Natomiast sztuczne utrzymywanie w ruchu przedpotopowych urządzeń generuje popyt na niewykwalifikowaną obsługę. W ten sposób fachowcy nie mają na przyzwoity urlop ale łopaciarze na wódę zarobią i jeszcze podatek zapłacą. I w ten sposób się napędza poparcie dla populistów. Nie wspomnę już o propagandowym walorze jaki za sobą niesie pozorne zaniżanie cen. One wcale nie są niższe niżby mogły były być. Są bowiem na poziomie niebotycznych kosztów, jakie ciągnie eksploatacja ręcznie obsługiwanych czy konserwacja stojących urządzeń.

Najwięcej ludzi zabito dla ich pomyślności.

Stary
(2010-01-25 11:25:02)

Stary

jakie masz typy? Myślę, że w sumie aż tak fatalnie to nie będzie- status quo albo nieznacznie na plus

max
(2010-01-25 15:41:20)

Maxie!

Jest kryzys. I innych bardziej dotknął. Ale my byliśmy znacznie poniżej średniej. Może więc Łotwę przebijemy. Ale wyżej będzie chyba trudno.

Tym bardziej, że tu chodzi nie o nędzę a o dostatek.

Rzecz znacznie trudniejsza do osiągnięcia wtedy, kiedy państwowy sektor daje 30% PKB, czyli pochłania ogromne środki. Jego koszta znacznie zdaje się przekraczają 40%. Szacuję z pamięci, więc głowy nie dam. Ale…

Stary
(2010-01-25 19:21:56)

Stary lobbujesz

na rzecz kolektorów słonecznych.

Dwa płoty dalej mam kolegę elektryka. Siedzi w biurowcu. Na jednego chłopka ze śrubokrętem jest 4 krawaciarzy. Co drugi związkowiec. Nawet jest dział marketingu i miliony idą na wspieranie chłopców co piłke kopią lub odbijają, bo prezes ma gest. A że jakaś wieś, dwie czy nawet 7 nie ma prądu, bo się kabelek naderwał to detal. 20 lat temu jak uruchamiali jupitery na stadionie miejskim to pewne było, że osiedle za rzeką (a tam ze 30 tys ludzi mieszkało) nie będzie miało prądu:)

Somsiad co dwa płoty dalej siedzi twierdzi, ze sam zbudowal bazę danych bardzo potrzebną. Jeszcze pół roku temu twierdził, że jednym nieopatrznym kliknieciem mógłby położyć cały powiat w sprawach przyłączy. Tymczasem za oknem postawili nowy szklany biurowiec. pełno ludzi i każdy ma jeszcze nowszy krawat. tylko nikt nie wie do końca czym oni się mają zajmować. Nie ważne. Ważne, że im się na pasku zgadza i dzieci starych krawaciarzy mają swoje biurka.

sajonara
(2010-01-26 17:16:11)

Sajonaro!

Poważnie rzecz biorąc, to decentralizacja produkcji energii elektrycznej, to przyszłość energetyki. Przetwarzania gazu w domowych urządzeniach na prąd, ciepło, zimno i ciśnienie do napędu pneumatycznego silnika samochodu.

I kiedy do tego dojdzie, zapewne jeszcze w tej dekadzie, wtedy natychmiast spadnie popyt na krawaty. I bardzo dobrze bo wolę rozpięte kołnierzyki.

Stary
(2010-01-26 18:31:40)

Stary

Mam nadzieję, że masz rację.
Oby nam się spełniło.
Na razie niestety rację ma Sajonara.

Starożytne dinozaury mają potężną siłę lobbingową.
Związki zawodowe idą ręka w rękę z zarządami pseudoprywatnych spółek.
Forsują prawo, które uwali każdą nietypową inicjatywę.
Dotyczy to zarówno elektroenergetyki jak i gazownictwa.
Gdybym przykładowo zamiast podpinać się do sieci energetycznej zamontował sobie w piwnicy generator prądu zasilany gazem przewodowym to z miejsca znalazłoby się na mnie kilkadziesiąt różnych paragrafów.

Badałem wstępnie temat – technicznie to prościzna, finansowo – na granicy opłacalności, prawnie – beznadzieja.

Chyba, żeby w ramach szarej strefy

Pozdrawiam

Radecki
(2010-01-26 23:56:37)

Radku!

No właśnie. Prawnie, beznadzieja. I stoją za tym uregulowania stojące rzekomo w interesie konsumenta.

Ale po zwolnieniu blokad prawnych wzrośnie popyt na gazowe agregaty prądowo cieplne. Wzrośnie zatem ich produkcja i spadną ceny. Wtedy też ich opłacalność wzrośnie.

Ogniwa paliwowe stoją za progiem. Niedługo już zatem chyba do końca radości prawnych bublarzy.

Stary
(2010-01-27 09:24:54)

W interesie konsumenta...

Chłe, chłe…
Urządzenie, które chciałbym zainstalować musiałoby mieć chyba ze sto różnych certyfikatów i to od obydwu monopoli (elektrycznego i gazowego).
Oczywiście w moim interesie to jest, żebym sobie jakiegoś kuku nie zrobił ;)

W dodatku (ale tego nie sprawdziłem do końca, tak że może mnie ciut ponosi) instalując taki agregat staję się producentem elektryczności, a zatem zaczynam prowadzić działalność gospodarczą (Urząd Skarbowy się kłania) i jestem zobowiązany obligatoryjnie sprzedawać nadwyżkę energii elektrycznej, na co musi się zgodzić Zakład Energetyczny, który ma obowiązek tą energię ode nie odkupić, a wcale ochoty nie ma i wymyśli jakiś kruczek, żeby tego nie zrobić .
To tak w skrócie.

Oczywiście z prawnymi blokadami należy walczyć, ale póki co zostaje nam tylko szara strefa produkcji energii na własny użytek.

Pozdrawiam z lekką goryczką
Radek

Radecki
(2010-01-27 12:10:40)

Radku!

U podstaw prawa energetycznego leży rzekomo zabezpieczenie konsumenta przed samowolą cen ustawianych dowolnie przez producentów. Bo rynek według socjalistów nie ma żadnego działania. I temu podporządkowano prawo energetyczne.

A te idiotyczne certyfikaty zamiast cywilnej czy karnej odpowiedzialności, to okazja do tego aby lobbyści tak normy ustawili, żeby faworyzować swoje interesy. Powstaje zatem konieczność zachowawczego działania bo wszelka modernizacja zaczyna mieć sens tylko wtedy, kiedy odpowiada życzeniom producenta określonego rodzaju urządzenia. I on zgarnia całą wartość dodaną a nie inwestor.

Stary
(2010-01-27 13:21:28)




Stary

notki:

Fatum
(2010-02-03 14:09:30)
komentarze: 6

Omnipotencja
(2010-02-02 17:24:00)
komentarze: 9

Ulung
(2010-02-01 21:57:06)
komentarze: 9

Monidło
(2010-01-31 13:33:42)
komentarze: 8

Karlusy
(2010-01-29 16:31:51)
komentarze: 16

Cug
(2010-01-28 09:09:18)
komentarze: 34

Międzymorze
(2010-01-27 09:16:01)
komentarze: 9

Zamiennik
(2010-01-24 10:12:15)
komentarze: 12

Przykład
(2010-01-21 10:00:22)
komentarze: 28

Los
(2010-01-18 12:07:34)
komentarze: 7

Noworoczność
(2010-01-16 13:52:27)
komentarze: 7

 » więcej