Smętarna opowieść

2010-01-22 12:15:17 - Tarantula

Tagi: z akt IPS, początek harców

-Co tam Skubo za wieści z Okołu przynosisz? Bo widzę na obliczu i pomięszanie i uciechę, znając ciebie, niewczesną? Siadaj na zydlu z garncem siwuchy, a wy dźwierza domknijcie, bo śniegu nasypie, a polan w kominie szkoda!

-Szlachetny Smoku i wy, kompanowie moi! Opowiem wam rzecz prawdziwą o złodziejskim motaniu palatynowych i niegodziwościach krakowych zwolenników.
( hańba! Razi nas słowem plugawym szewczyk!
Ha! Nas też razi!
A wy co, takieście święte?
No, nie! Doman, daj Nadwujowi w ryj! Chytaj kociubę, wal chama!
Swarożycu, mordują!!!)


-Cicho! Stulić pyski bo was spluję! I dolewki nie będzie!
(cicho! Cicho! Spokój!! Bo tak uczyni jeszcze!
Przecie jak Smok Gościsława spluł, to nawet skórznie sczezły, i nie zdały się już na nic, a rodowi radzi byli, że na stos pogrzebowy mało drewna trza było, na to co z niego zostało, skąpce jedne!).

A ty Skuba, ciągnij dalej opowieść!

-Opowiem wam szlachetni towarzysze o tym, jak Skwaszony Dobko komornika grodowego Wiesława chciał ubić.
(być to nie może, przecie komornik Wiesław….
Cichajcież, bo nas gospodarz spluje, nie daj Boże Perkunie!
Cicho! Sza!)


Było tak. Rzeczony komornik mocno się dziwił, skąd u Dobka tyle dobra. Biedny on nie był. Zamożny nawet, bo z kiszenia kapusty , ogórków i grzybów i czego tam, co to ja, wiecie, nie tykam wcale (wiemy! wiemy!), słynie, i wszyscy do niego swoje noszą, żeby kisił. Ale Wiesławowi dziwne było, że z tego moczenia w kwasie taki dobytek osiągnąć można i daninę mu wyliczył do spłacenia znaczną. Dobkowi nie w smak to było i zaczął pomocy szukać u ludzi Burgrabiego.
( jakże to? To gad!
Cóżeś rzekł?! Przy gospodarzu?! Bogumił, wytnij go w ucho!!)

…. Znalazł dwóch takich znacznych i knuć zaczął. Co by tajemnice zachować, łazili między kurhany grzebalne i tam Dobko namawiał ich, co by komornika ubić z zasadzki, albo przynajmniej tak namotać w laskach karbowych, żeby danina mała była, albo zgoła żadna.
(też ogórki do dziada nosiłem, ale teraz furda! Poprawię się i surowe jeno będę żarł!)

Co by wyszło z tego, nie wiada, bo Nizioł swoich przydupasów na grzebalisko wysłał, a ci rzecz podsłuchali. Ten do burgrabi z wieścią pobiegł licząc, że paść na rudzielca zastawi i ten w nią wlezie!
(co za czasy! Niedługo babie swojej nie zawierzysz!)

Teraz to badają. Z dworzyszcza Krakowego wrzask słychać, że Dobko z ludźmi palatyna chciał nas wszystkich okraść, i że rudy ludzi swoich ostrzegł. A, że oni mimo przestrogi, dalej się na smętarzu i przy paśnikach spotykali i knuli, to z głupoty przyrodzonej i niechlujstwa.
Ino, że poza gadaniem niczego w dowód nie ma. Ani nikt nie wyszukał jeszcze oszustwa jakiego w kijach karbowych, ani nikt nie zostawił jawnego niższego zliczenia daniny dla Skwaszonego Dobka.
Ale Porażony Zbysław, szczuj Krakowy, i jego straszna baba już i sługusów palatyna, i jego samego osądzili, i skazali na zapas. Za chęć ubicia własnego komornika!
No i dwie prawdy teraz po Wiślańskim kraju krążą. Zwolennicy kniazia prawią , że rudzielec własny kraj chciał okraść, a przynajmniej wiedział o szachrajstwie. A jeżeli już nie, to swoich ludzi chroni.
Ci od palatyna słusznie wywodzą, ze gadanie cichcem przy mogiłach, to jeszcze nie kradzież czy mord, a za nierzetelność i głupotę swoich ludzi reszta grodowych nie może odpowiedzieć.

Komornikowi nikt, niczego w zapisach nie zmieniał, a Dobkowi daninę i tak przysolą. Wszystko, co teraz gwałtownie wyłazi, przez to jest, że lud wiślański komesa obierał będzie i rudy jeszcze niedawno wielką miał oskomę na książęcy stolec. To ci od Kraka wszystko czynić będą, co by się wyłożył. Bo ten w panowaniu zasmakował. Znowuż palatyn w rządzeniu, więc może te podchody kneziowych na wyrost czynione, a może nie.
Jak zechce panować, to rządzenie musi powierzyć komu ze swoich , a ufać im po tych mogilnych szeptach ostrożne za bardzo nie jest. A tu jeszcze wynajdzie się na powrót, że nie swojak, ino Pomorzec, co dziadowie jego z Rugijczykami ziemie nasze pustoszyli. I że rudy.
I z tyłka mu jaha.

(przecie wiadomo, że rudych , łysych i siwych strzec się trzeba! Rude fałszywe, łyse na pewno rude kiedyś było, a siwe być mogło!
Cicho tam, bo łeb cebrem skuję!
Wal go Kociemirze!!)


Jak rządzić pragnie dalej, to na knezia też któregoś wystawić musi, a hadko po tych samych obrywach. Ej, w gardle mi zaschło, jako w sercu wandzinym do mnie!

(lejcie mu tam siwuchy, gamonie!)

Jak się zaprę, to na żaden wybór się nie poważę, i głosu swojego nie dam. Może miast tego, gospodarza miłego na książęcy stolec wystawimy. Ościenni różnie nas straszą, a to machinami wojennymi, a to przerwaniem dopływu węgla z karpiny i smoły. Smok przecie jako wielka machina służyć może, i za energetyczny zasób. Smok na knezia!!!

(Smok na knezia!
Radujmy się!
Lej Dobromirze, nie żałuj!
Oby nam się! Daj pyska Doman!
Gdzie się pchasz z łapami?
Myślidar, puść chłopaka na Okół po dziewki! Hej!!
Góraaaaalu….!!)





Tarantula

notki:

Zamiast
(2010-08-27 09:12:16)

Moja encyklopedia : O - Oni
(2010-08-19 12:25:24)

Nieudana próba
(2010-08-10 13:48:31)

Posąg
(2010-08-03 14:28:37)

Moja encyklopedia : Z- zbrodnia
(2010-07-25 16:24:17)

Nasizm
(2010-07-22 16:39:20)
komentarze: 7

Po jednej stronie
(2010-06-24 09:09:26)

Moja encyklopedia : P- patriotyzm
(2010-06-15 21:05:10)

Przed wiecem
(2010-06-10 21:38:47)

Gipsowe orły
(2010-06-07 10:22:37)

Moja encyklopedia : D- debata
(2010-06-02 20:56:11)

 » więcej