Różowość

2010-01-13 09:07:12 - Stary

Tagi: opozycja, komuna, IPN

Działacz Federacji Młodzieży Walczącej został skazany w 1988 roku na więzienie. I co najmniej część kary odbył. Obecnie się stara aby IPN pociągnął do odpowiedzialności za to funkcjonariuszy peerelowskiej Służby Bezpieczeństwa, która jego zdaniem podyktowała ówczesny wyrok. Kiedy jednak IPN się na to nie zgodził, nie wiem dlaczego, urażony działacz obraził prokuratora za co został skazany na 10 miesięcy prac społecznych. Kiedy się do nich nie zgłosił, zamieniono mu karę na pięć miesięcy więzienia. I zapewne tam trafi.

I mamy klasyczną sprawę. Z jednej strony człowiek silnie przekonany o swojej racji, reagujący emocjonalnie na niezgodne z jego oczekiwaniami zachowania organów państwa, z drugiej strony prawo. Czy naprawdę jest tak skonstruowane, że ktoś prześladowany przez komunistyczne władze może zdobyć subiektywny dowód na brak sprawiedliwości w pookrągłostołowej Polsce? Szczególnie, kiedy świadomie zmierza do sytuacji, w której się jakoś tam będzie mógł uważać za więźnia sumienia?

Wydaje się, że się tu zderzyły dwa czynniki. Pierwszy, to powszechna świadomość, że peerelowski wymiar sprawiedliwości był często fikcją i szczególnie działaczy niepodległościowych organizacji niejednokrotnie prześladował przy pomocy sfingowanych, kryminalnych też oskarżeń. Drugi, to ściśle dostosowany do obowiązującego prawa sposób działania obecnych organów ścigania. Ten ostatni aspekt jest silnie kontestowany. I na to się nakłada powszechne mniemanie o teraźniejszym upolitycznieniu prokuratury, IPNu, administracji i całego państwa. Oraz wielce szkodliwe przeświadczenie ludzi o tym, że się sprawiedliwości u nas raczej osiągnąć nie da. Stąd powszechne zawsze groźby podsądnych, że się będą odwoływać do Strasburga. Sięgają po nie nawet byli wysocy funkcjonariusze państwa, nawet w ministerstwie sprawiedliwości, dotknięci pechem sądzenia w Polsce za naruszenie prawa.

Przykład dawnego opozycjonisty jest tutaj specjalny. Nikt z tych, którzy okrągły stół traktują jako zdradę nie będzie brał pod uwagę faktu, że otrzymał on skazujący wyrok za obrazę państwowego funkcjonariusza, że sam poprzez jego zignorowanie doprowadził do zaostrzenia kary. Dla ludzi przekonanych o tym, że nadal rządzi bezpieka powstaje oczywisty argument, że tak właśnie jest i że swoich wrogów po staremu sadza w więzieniach.

Jawi się tu jednak dość kłopotliwy dla nich fakt – skarżącym skazanego teraz byłego opozycjonistę był IPN. I twierdzenie, że właśnie ten instytut jest matecznikiem bezpieki musi się wydawać dość absurdalne nawet najbardziej stanowczym apologetom pookragłostołowej kontynuacji komuny w Polsce.

Ale, nic świętego. Spodziewać się zatem należy wielce interesujących sofizmatów, jakie wywiodą poplecznicy niegdysiejszego opozycjonisty, przekonanego o swojej krzywdzie.



Komentarze:

Kwadratura koła

czyli permanentny więzień reżymów…

jotesz
(2010-01-13 10:40:30)

Joteszu!

Zawodowy rewolucjonista. Był taki termin psychologiczny ale przypadki obserwowano głównie w dziewiętnastym wieku. Z początkiem dwudziestego się jakoś zestarzał i zanikł w jego połowie.

Stary
(2010-01-13 11:21:36)

Przypadku nie znam,

więc się nie odniosę.
— Ale do wymienionych czynników dodałbym dość istotne fakty dotyczące aparatu sprawiedliwości. Dwadzieścia lat po odzyskaniu niepodległości nie rozliczono wciąż większości zbrodni komunistycznych, w tym najgłośniejszych. Nie rozliczono też przede wszystkim samych orzeczeń sądowych.

Przypadek sędziego Kryże pokazuje w czym sęk. Jak ufać w sprawiedliwość, jeśli wymierza ją ten sam gość, który zamykał opozycjonistów za złożenie kwiatów Nieznanemu Żołnierzowi 11 listopada. A przecież Kryże nie jest jedyny, a jego przeszłość jest znana tylko przez to, że zamienił karierę w pionie trzeciej władzy na drugą.

Oczywiście, to nie jest tylko polski problem. Polityków można wymienić dość szybko, ale środowisko prawników kształtuje się przez pokolenia.

W Niemczech denazyfikację przeprowadzono radykalnie, szybko i intensywnie, za sprawą aliantów i w warunkach okupacji; dwadzieścia lat później dodatkowych rozliczeń dokonało młode pokolenie wolnych Niemców. Ale zbrodnie sądowe III Rzeszy zostały ruszone dopiero pod koniec ubiegłego wieku. Choćby obrońców Poczty Gdańskiej, skazanych wbrew nawet nazistwoskiemu prawu — rehabilitowano dopiero w roku 1995.

Jednak u nas jest znacznie gorzej niż tam.

Jeżeli do obrazu dodać liczne kompromitujące aparat ścigania i wymiar sprawiedliwości sprawy słynnych afer i przestępczości zorganizoawnej, choćby zabójstwa gen. Papały…
Jeśli dodać do tego liczne poszlaki i plotki, że to wszystko jest umoczone w zupie komunistycznych czy wprost ubeckich powiązań...

Trudno się dziwić, że próg zaufania do sprawiedliwości Najjaśniejszej Rzeczpospolitej jest niezbyt wysoki. Szczególnie u zawodowych rewolucjonistów, skopanych za komuny, a teraz bidujących.

odys
(2010-01-13 14:09:31)

Odysie!

Zawsze będziemy mieli niedosyt rozliczeń. I zawsze będziemy traktowali zadośćuczynienie za udział w podziemiu czy komunistyczne prześladowania dość dwuznacznie. Pierwszy spektakularny przypadek uzyskania odszkodowania z internowanie dotyczył człowieka, o którym już całkowicie zapomniano mimo, ze był jednym z liderów opozycji. Teraz się o to ubiegał Rokita, uzyskał satysfakcję ale mu to nie przyniesie chwały.

Czyli, rzecz działa w obie strony.

Ale nasze sądownictwo odstaje bardzo od tego, co się obserwuje w krajach cywilizowanych. I to nie tylko z powodu uczestniczenia w nim osobników skompromitowanych udziałem w komunistycznym wyrokowaniu przeciwko patriotom. Jest skażone przestarzałymi procedurami i anachronicznymi nawykami.

Stary
(2010-01-13 15:12:58)

Panie Stary,

(Proszę wybaczyć zmianę formuły, to nie żadne ochłodzenie stosunków; raczej po ostatnich Pańskich wspomnieniach u pana Tarantuli uznałem, że tak mi będzie zręczniej)

Nie sądzę, że zawsze będziemy mieli niedosyt rozliczeń.
Np. niezbyt dziś przejmujemy się rozliczeniem winnych rozpętania Powstania Listopadowego i klęski w wojnie polsko-rosyjskiej, która wskuteg niego nastąpiła.
Nawet nie oczekujemy rozliczenia winnych klęski 1939 i 1944.

Niektóre sprawy ludzie załatwiają sami, inne załatwia za nich historia.

Co do reszty — zgoda. Choć jedno z drugim się wiąże. Tzn. umoczeni ludzie starego systemu, z anachronicznymi nawykami i procedurami. System jest w ludziach, ostatecznie.

odys
(2010-01-13 20:10:13)

Odysie!

W blogosferze wszyscy są równi. I są kolegami. Wcale mi nie zależy na uznawaniu mojego ramolstwa.

A co do historii, to celnie to odnalazłeś. Dyskusje i kłótnie trwają dotychczas.

Stary
(2010-01-13 20:22:58)

Panie Stary

Dyskusje, a i owszem — będą trwały po wieki wieków i bardzo dobrze. O Hannibalu w Alpach też wciąż się gada.
Ale nie rzutuje to nijak na bierzącą politykę, stosunek do własnego państwa itd.

odys
(2010-01-13 20:35:00)

Odysie!

Chyba jednak rzutuje.

Stary
(2010-01-14 10:04:12)




Stary

notki:

Fatum
(2010-02-03 14:09:30)
komentarze: 6

Omnipotencja
(2010-02-02 17:24:00)
komentarze: 9

Ulung
(2010-02-01 21:57:06)
komentarze: 9

Monidło
(2010-01-31 13:33:42)
komentarze: 8

Karlusy
(2010-01-29 16:31:51)
komentarze: 16

Cug
(2010-01-28 09:09:18)
komentarze: 34

Międzymorze
(2010-01-27 09:16:01)
komentarze: 9

Zamiennik
(2010-01-24 10:12:15)
komentarze: 12

Przykład
(2010-01-21 10:00:22)
komentarze: 28

Los
(2010-01-18 12:07:34)
komentarze: 7

Noworoczność
(2010-01-16 13:52:27)
komentarze: 7

 » więcej