Ból istnienia i rajstopy
2010-01-12 20:55:28 - Hildegarda
Tagi: rajstopy, ból istnienia, przemijanie
W ostatnich tygodniach znacząco przyrosło mi obowiązków pracy. Tak ze cztery razy. W dodatku mentalnie jestem już w okolicach Wielkanocy, choć przecież Pan Jezus lewo co się narodził. Ale myślami jestem już w kwitnących ogrodach, w kuchni gdzie piecze się mazurki, i tak dalej, i tak dalej. W związku z tym, gdy tylko wyjdę z domu, przeżywam moment konsternacji. Śnieg? Pada śnieg? Jak to możliwe, że świat za mną nie nadąża! No ale nic to. Wolne od gonitwy myśli momenty spędzam słuchając słuchowisk z archiwum radiowej Trójki, bo dostałam od pana B. iPoda nano w kolorze zielonym. Ha!
A parę dni temu nawet udało mi się obejrzeć fragment jakiegoś programu na Discovery. Byłoby to już trzeci raz w ciągu ostatnich dwóch lat! Opowiadali tam mądrzy profesorowie Zimbardo, jak to człowiek jest przedziwnie skonstruowany. Na przykład, aby tłum zaczął spontanicznie coś robić – ratować kogoś lub linczować – potrzebne są właściwie tylko trzy osoby. Pierwsza, która ma wizję i zacznie, druga, która zaufa i ruszy jej śladem oraz trzecia, która się przyłączy. Wielkich dzieł można dokonać, jeśli ci trzej się spotkają na czas, reszta pójdzie za nimi. Inna ciekawostka. Ludzkość dzieli się na dwie grupy. Pierwsza, poproszona o narysowanie palcem na czole litery E, zrobi to w odbiciu lustrzanym – tak, by obserwator bez trudu rozpoznał literę. Członkowie drugiej grupy kreślą na czole literę, jakby pisali ją na kartce (czyli obserwator zobaczy literę odwróconą). 70% ludzkości to ci, którzy są nastawieni na innych. Oni piszą na czole w lustrzanym odbiciu. 30% ma w nosie innych (bo inni to piekło). U nas w domu ja jestem większością, pan B. należy do pogardliwie i lekceważąco nastawionej mniejszości.
Tak więc ponieważ świat za mną nie nadąża i wszędzie panuje pełen pośpiechu chaos, postanowiłam posprzątać swój pokój, dogłębnie. Gdy w człowieku brak uporządkowania i harmonii, nieporządek na biurku i w szafie staje się wyjątkowo dotkliwy. Wywaliłam więc wszystkie fatałaszki na środek pokoju i porozkładałam na osobne stosiki: spodnie, bluzki, rajstopy, majtki, etcetera, etcetera.
Kiedy zmarła moja mama, razem z moją ukochaną Haneczką (siostrą mamy) robiłyśmy porządek w jej szafie. Jakież było nasze zdziwienie, gdy odkryłyśmy przebogatą kolekcję rajstop – z całego życia. Normalnie zebrał się z tego sześćdziesięciolitrowy wór. Powędrował on na śmietnik, bowiem rajstopy były dziurawe. Na śmietniku znalazły się białe rajstopy w prążki, przywiezione z Paryża, gdy jeszcze mnie nie było na świecie, złote pończochy, które kiedyś w szóstej klasie pożyczyłam od mamy na szkolną dyskotekę i jedna mi się odczepiła, gdy tańczyłam z Andrzejem C. Wszystkie te rozkoszne atrybuty kobiecości, wraz z lecącymi w nieskończoność oczkami, powędrowały na wysypisko.
Pół roku po mamie umarła babcia. Z tą samą Hanią robiłyśmy remanent w jej szafie. Cóż. Wyrzuciłyśmy trzy wory rajstop i pończoch. Wśród nich były takie, które z pewnością pamiętały lata pięćdziesiąte. Sama nie wiem, ile ich tam było. Kilkaset par.
Po co one to trzymały? Myślałam, myślałam przez dwa lata i chyba wiem. To niemożność rozstania się z jakimkolwiek fragmentem swojego życia. Próba umieśmiertelnienia czasu, gdy w rajstopach biegały młode zgrabne nogi, to oszukiwanie siebie, że nic się nie zmieniło, nawet podarte rajstopy warte są przechowania, bo ta dziura im się przytrafiła tego dnia, gdy mąż przyniósł kwiaty, i te kwiaty – ach, jaką sprawiły przyjemność. Co z tego, że mąż nie żyje. Ten moment wręczania kwiatów wciąż jest aktualny, więc przecież nie można wyrzucić takich dobrych rajstop! Nosiło się je wczoraj, ponosi się może i jutro. Moja babcia, oprócz rajstop zostawiła nam jeszcze poduszkę zrobioną ze swoich włosów, a włosy miała do kolan. Z takiej życiowej postawy rodzi się potworny ból istnienia, bo materializm zawsze jest podszyty rozpaczą. – Całe życie miałam bardzo silne poczucie przemijania – powiedziała kiedyś moja mama.
Och, ja też.
Chciałabym być wielką indywidualistką, ale piszę na czole E w lustranym odbiciu. Uważałam, żeby w niczym nie być podobną do moich rodzinnych kobiet. A tymczasem znalazłam u siebie na półkach pięćdziesiąt par rajstop. PIĘĆDZIESIĄT!!! I za cholerę nie wiem, kiedy ja to nazbierałam.
Komentarze:
|
Hildziu
normalnie pięknie,
sprawdziłem- piszę jak 30% – co przyznam wcale mnie nie dziwi. Aspołeczny wszak jestem typ :)
Co do zbierania…Mama poprzedniej właścicielki mojego domu, prze 20 lat była wdową. Przez ten czas nazbierała ok. 100 kłódek różnej wielkości, formatu etc.
Podobno ciągle je gubiła
Nadal się jeszcze walają po naszej piwnicy (niektóre)
pozdrawiam
max
(2010-01-12 21:15:57)
|
|
Max
To fantastyczne! Sto kłódek, powieszone w jednym miejscu może wyglądać bardzo dekoracyjnie. Na Waszym miejscu spróbowałabym to jakoś wykorzystać.
I jakie to symboliczne – gubienie kłódek… Znajomy pogniewał się kiedyś z ze swoją wrzeszczącą połową, poszedł na spacer i znalazł wisiorek w kształcie serca i drugi – w kształcie kłódki. Wrócił do domu i powiedział: żono, to znak!
Pozdrawiam!
Hildegarda
(2010-01-12 21:30:07)
|
|
No proszę.
Ja ostatnio będąc w drodze nie znalazłam, tylko z gubiłam jeden z ulubionych kolczyków. Niekompletna para poszła w odstawkę.
Co do rajstop – znamienne, po mojej ciotecznej babci mam z siostrą tez wywalały wór za worem. Choć ta babcia zbierała miliony rzeczy dawno nie potrzebnych, nie tylko rajstop…
A ja mam inaczej: wywalam parę za parą, bo ciągle mi się drą, a podartych nie lubię.
Za to mam w szafie zawsze bluzki i spódnice, w które może kiedyś znów się wcisnę :), ale to chyba nie jest dobry przykład (panie Maksiu), na poparcie Twoich słów :)
Pozdrawiam
Mida
(2010-01-12 21:34:57)
|
|
Panie Maksiu?
że jak?
wypraszam sobie. [Foch]

max
(2010-01-12 22:01:12)
|
|
Hildziu
no akurat 100 ale totalnie porozrzucanych
ale to szczegół :)
max
(2010-01-12 22:01:50)
|
|
I słusznie wypraszasz,
ale jak tak tylko, odruchowo, bez żadnych podtekstów personalnych… :)
Pozdrawiam w rozchichotaniu
Mida
(2010-01-12 22:03:08)
|
|
Ze mnie spadkobierczynie nie bedą miały
takiego kłopotu. Noszenia rajstop bardzo nie lubię. Dlatego zimą chodzę głównie w spodniach, a spódnice i sukienki zakładam dopiero wtedy, gdy można już biegać z gołymi nogami. Kilka par oczywiście mam w szafie. Wiekszość lezy nadal w oryginalnych, nie ruszonych opakowaniach. Natomiast może być pewien problem z resztą odziezy oraz z… butami. Szczerze powiedziawszy, nawet nie wiem ile mam par butów. W każdym razie jakoś duzo :)
Ellenai
(2010-01-12 22:58:49)
|
|
Ellenai: na szczęście
mamy jeszcze trochę czasu, żeby zebrać swoją porcję gratów :) Ładna kolekcja butów, to jest coś!
Hildegarda
(2010-01-12 23:03:22)
|
|
Mido
ja na zgubione kolczyki mam osobne pudełeczko. Ostatnio zgubiłam dwa. Oba zielone (mój ulubiony kolor).
Hildegarda
(2010-01-12 23:04:52)
|
|
Nie wiem czy ładna,
na pewno częściowo całkiem demode. Ale na swoje nieszczeście nie niszczę butów, a z niezniszczonymi jakoś cięzko mi sie pożegnać :)
Wolałabym już nie zbierać, a raczej zacząć oprózniać szafy. Jest nawet na to pewna szansa, bo Xieżna obiecała mi swoją pomoc w zdecydowanym robieniu w nich wolnego miejsca :)
Ellenai
(2010-01-12 23:08:58)
|
|
No proszę!
pewna znajoma pani powiedziała, że wyrzucanie rzeczy ma walor terapeutyczny: robimy miejsce nowemu. Nowe zawsze niesie ze sobą możliwość dobrego, lepszego i najlepszego, więc – wyrzucając jakbyśmy zapraszali szczęście (do szafy).
Hildegarda
(2010-01-12 23:11:02)
|
|
Hildegardo
Obie z Xiężną robicie bardzo dobrą robotę. Do tej pory nikomu jeszcze nie udało sie przekonać mnie do tak drastycznych zmian w mojej szafie, a one już naprawdę o te zmiany wołają.
Ale nie na to szczęście, by w szafie siedziało :)))
Ellenai
(2010-01-12 23:21:32)
|
|
racja,
nie po to. Ale jak się już je ma w szafie, to w razie potrzeby zawsze można użyć :)
Hildegarda
(2010-01-12 23:23:45)
|
|
O ile nie zaplącze się
w rajstopach :)))
Ellenai
(2010-01-12 23:24:52)
|
|
Właśnie!
Szczęście, które ugrzęźnie w starych rajstopach jest nie do użycia. Dlatego popieram Xiężnę: wyrzucać wszystko, co jest passe!
Hildegarda
(2010-01-12 23:26:25)
|
|
Kiedy
ja sama też jestem trochę passe :)
Dobranoc Hildegardo. Mój ból istnienia ostatnio najdotkliwszy jest rano, gdy muszę wstać do pracy :)
Ellenai
(2010-01-12 23:29:19)
|
|
Nie, Ellenai
Ty jesteś present :-) Ja też rano czuję, że jestem absurdalnym bytem wrzuconym w istnienie. Przechodzi mi o 11. Dobranoc!
Hildegarda
(2010-01-12 23:34:37)
|
|
Hildegardo, bez związku:
Przeczytałaś kolejne kawałki mojego opowiadania?
Napisałam na razie do czwartego, za dwa tygodnie będzie kolejny, który będzie albo przed-, albo ostatni.
Całość niezmiennie jest Ci dedykowana :)
Mida
(2010-01-13 00:03:37)
|
|
Ładne
Ja nie mam rajstop w takiej ilości ;) i zdawałoby się, że nie przeżywam tak silnie przemijania.
Nawet mam niechęć do fotografowania — w najczęstszym chyba u ludzi celu uwieczniania chwil. Twierdzę, że wolę przeżywać, niż archiwizować wspomnienia.
Ale… Po co mi jakieś pudełko notatek ze studiów? Zamknięte na górnej półce szafy? Po co kaseta magnetofonowa Nicka Cave’a, otrzymana na 18 od kolegi z klasy? Po co wśród maskotek moich dzieci jest misiek Mateusz, od koleżanki z podstawówki? Po co mi dwa rzutniki slajdów, sowiecki i peerelowski, z czego jeden zepsuty? Czemu na półce trzymam Zenita na film 35mm?
Część to bałaganiarstwo. Część nie.
No i to odwieczne, ponoć typowo męskie, uczucie żalu, że trzeba kupić nowe buty, a w sklepie nie ma takich samych jak te stare, zadeptane…
No, ale przecież nie przyznam się do sentymentalizmu.
PS. W sprawie damskich butów. Mamy w naszym lokum szafkę od podłogi do sufitu, z ciasno spiętrzonymi półkami. Trzymamy tam buty całej naszej sześcioosobowej rodziny, łącznie z sandałami i zimowymi. Na najwyższych wolnych półkach upchnięte jest ponadto kilka drobiagów zupełnie nie obuwniczych.
Tę szafkę zrobiła gospodyni, by pomieścić buty męża, syna — a przede wszystkim swoje.
odys
(2010-01-13 00:39:53)
|
|
wyrzucać
trzeba ostrożnie – z siostrą uwielbiałyśmy buszować po garderobie wyciągając pomysły na stroje do przebieranek na bal czy do zabaw a potem dawne – przebrzmiałe niegdyś, a za naszych czasów już znów na czasie ubrania. Szczęśliwie w domu była spora garderoba, gdzie te nieużywane rzeczy mogły sobie spokojnie leżeć i na nas czekać. Zazdroszczę moim kuzynkom, których babcia mieszka w naprawdę starym (i dużym) domu, tam mogą sobie przymierzać suknie po pra- i praprababkach…
Mam minimalistę w najbliższym otoczeniu – u siebie nie chce nic trzymać, za to sterty jego rzeczy leżą poupychane u całej rodziny. Mocno to irytujące. Szykujemy zamach przy okazji przeprowadzki.
jul
(2010-01-13 00:55:07)
|
|
Ha!
Niesamowite.
Ale rzeczywiście, jesteśmy niewolnikami symboli. Mój wnuk, kiedy jeszcze nie potrafił mówić, z lubością oglądał pokazywane mu zdjęcia samochodów. I zawsze najpierw wskazywał palcem logo. Potem dopiero inne szczegóły, które zwracały jego uwagę.
Ogrom informacji, jaką jesteśmy w stanie zebrać wymaga symboli. Dla natychmiastowego odszukanie potrzebnych danych w ogromnej bazie. A konotacje…
Stary
(2010-01-13 13:50:46)
|
|
Ja wyrzucam
Generalnie wszystkie rajstopy, które mają jakąś dziurkę wyrzucam, w ogóle mało jest we mnie chomikowania… Par butów zimowych posiadam 3 (w tym jedna sztuka to wysokie glany), letnich razem z sandałami 5… myślę, że jak na kobietę to nie jest jakoś przesadnie dużo.
Pozdrawiam,
Kocic
(2010-01-13 14:14:35)
|
|
Piękne!
W życiu nie przyszłoby mi do głowy, aby powiązać rajstopy z bólem przemijania.
A przecież ten związek jest tak oczywisty!
Nigdy nie zbierałem rajstop, ale…
Pamiętam, jak się wściekłem na swoją Matkę, gdy pod moją (długą) nieobecność zdarowała “na części” sąsiadowi moją starą WSK-ę.
Teoretycznie rzecz biorąc miała rację.
Na co komu w garażu taki złom, w dodatku niewykorzystywany?
Jak wytłumaczyć kobiecie, że ten motor był starszy ode mnie, że sam tymi ręcami go remontowałem, no i że dostałem go w prezencie od… kogoś, kogo już nie ma?
Przecież to tylko nic niewarta kupa złomu.
Całkiem jak te rajstopy.
Radecki
(2010-01-16 21:21:25)
|
|
przydasie
przeprowadzka to dobry pretekst do “zapraszania szczęścia do szafy.” Co kilka lat dobrze jest zrobić sobie podróż sentymentalną. Uporządkować strych (szafę, szufladę). Ja podróże sentymentalne odbywam w wakacje. Mam czas i czasem robię remanenty.
Wydaje mi się, że “gromadnictwo” to domena starszego pokolenia. Gdy ja bezrefleksyjne wyrzucam przedmiot do smieci, mój ojciec chowa na przechowanie. Miałoby to praktyczne zastosowanie gdyby pamiętał co schował. Tymczasem on chowa i zapomina. Przydaś leży sobie cichutko i nieraz już wychodziło:
Widzisz taką złączkę potrzebowałem miesiąc temu. Kupiłem nową a tu sobie leżala taka sama.
Do niedawna w garażu leżała sterta rózności z których ojciec miał w wolnym czasie skonstruować jakąś machinerię. jakim cudem mama przekonała go, ze czasu nie będzie miał to nie wiem, ale w końcu uprzątnął.
Szwagierki ojciec ma cudeńkami zawalony cały garaż na dwa auta. Samochód stoi pod chmurkę w garażu przydasie. :))
sajonara
(2010-01-17 09:33:57)
|
|
|
|
|