Nie odśnieżajcie dachu
2010-01-11 18:00:41 - odys
Tagi: śnieg, odśnieżanie, paranoja, budownictwo, dachy, każdy ma jakiegoś bzika
Nic tak nie działa na wyobraźnię jak porządna katastrofa. Jeśli jest więcej niż dziesięć trupów, służby ratownicze, krew pot i łzy.
Pamiętam do dziś konstruktorów tłumaczących z trudem na antenach rtv dlaczego ósmy cud świata, dwuwiezoweic WTC tak łatwo się zawalił, gdy tylko walnął w niego maleńki samolocik pasażerski. Zawalenie dachu hali na sławetnych targach gołębi było czymś takim. Do dziś pamiętam zafrasowanego prezydenta, bajdurzącego w telewizji, że trzeba będzie wrócić do dachów spadzistych na budynkach w Polsce. I już rozradowane oczy mej duszy widzą każdy magazyn, supermarket czy inną halę w formie piramidy. I już widzę, jak konstruktorzy liczą te piramidalne dachy na parcie wiatru.
Tak, śnieg nie jest lekkim białym puszkiem. Dość szybko ubija się w lodową masę. A jeśli podgrzejemy to okresowo słońcem, lub własnym ogrzewaniem budynku, to dana woda napotkawszy na mróz w innej porze doby — zamarznie na prawdziwy lód.
Ciężki, jak woda.
I dlatego, od dwóch lat jak nie dłużej cały naród odśnieża dachy.
Do listy ofiar katastrofy katowickiej trzeba dopisać wszystkich tych, kórzy z własnych dachów spadli przy odśnieżaniu. Nie wiem ilu jest takich. Może tylko ten jeden człowiek, którego pamiętam. A może dużo więcej — bo pojedyncze ofiary to nie temat na niusa.
Ale drodzy moi: nie właźcie na dach swojego domku. Nawet jeśli jest on płaski.
Normy obciążenia dachów przewidują normalne (czyli zdażające się u nas zimą) opady. Przewidują też ileś-tam cm zlodowaciałego obciążenia.I przewidują współczynnik bezpieczeństwa, przez który wszystko się mnoży. I wasz dach te normatywne współczynniki uwzględnia, jeśli zrobiono go wg. projektu inżyniera konstruktora.
Owszem, jeśli dach jest w technologii lekkiej (czyli np. kanapka z blachy falistej wypełnionej pianką), przekroczenie normatywnych wielkości może być groźne. Dlatego, że lekki dach jest sam w sobie dużo lżejszy niż obciążający go śnieg z lodem. Łatwo zauważyć, że w takim układzie zwiększenie warstwy śniegu o trochę jest zwiększeniem masy całkowitej obciążonego dachu o dużo. Więc na oszczędnościowych dachach wielkich hal lodowaciejące zaspy mogą być groźne. A przekroczenie nośności może doprowadzić do nagłego zarwania konstrukcji.
Na przekryciach namiotowych (obiekty tymczasowe, np. lodowiska) — tym bardziej.
Ale stropodach żelbetowy jest sam w sobie cholernie ciężki. Nawet pół metra śniegu nie zwiększa całkowitej masy takiego stropu w znaczącym stopniu. A wytrzymałość żelbetu, przy rozpiętościach w skali domu mieszkalnego jest duża. Bardzo duża. Zanim wystąpi ugięcie, czy rysy — musi się dużo wydarzyć. A i od tego do katastrofy daleko.
Więc znacznie łatwiej umrzeć od poślizgnięcia czy nawet od zapalenia płuc złapanego przy odśnieżaniu dachu — niż od jego nieodśnieżania.
Jeśli już gdzieś możemy się obawiać śniegu w naszych rodzinnych twierdzach — to na tarasach, zwłaszcza nad pomieszczeniami, i na balkonach, przy styku z budynkiem i progu drzwi balkonowych. Tu roztapiająca się i zamarzająca woda może nam zdemolować wrażliwe detale izolacji i potem z tego zawilgocenia, zagrzybienie i takie tam.
To mówiłem ja, który wczoraj miałem pełną wannę śniegu :D
Bo mnie naszło na odśnieżenie zasypanego na 30cm balkonu. Nie pytajcie dlaczego.
A z szóstego piętra obawiałem się wyrzucać szufle ubitego śniegu.
Ale nie zachęcam do naśladowania.
|